27.05.2016

DIY: maskara i eyeliner

Cześć kochani!
Dzisiaj przychodzę do Was z postem z kategorii Zrób to sam
Mam dwie świetne propozycję dla oczu wrażliwych, a także dla osób, które wolą naturalną, domową pielęgnację.


DIY maskara

- 2 łyżki oleju kokosowego
- 4 łyżki żelu aloesowego
- 1 łyżka startego wosku pszczelego
- 1-2 kapsułki z aktywnym węglem lub czarnym proszkiem mineralnym

Rozpuść olej, żel i wosk na małym ogniu. Wymieszaj z węglem, do momentu, aż uzyskasz gładką konsystencję. Za pomocą strzykawki, umieść do czystej tubki po maskarze. 
Polecam używać maksymalnie 1 miesiąc.


DIY eyeliner

- 4 kapsułki węgla aktywnego 
- pół łyżki kakao w proszku
- woda filtrowana

Dokładnie wymieszać i przechowywać w czystym słoiczku.

Oba kosmetyki zalecam przechowywać ok. miesiąca. Ze względu na brak konserwantów, osadzają się bakterie.

Jak Wam się podoba? Chcecie jeszcze jakieś przepisy z serii DIY? Może naturalne maseczki? Dajcie znać koniecznie!

18.05.2016

Moja makijażowa rytyna

Hej, kochani!
Przygotowałam dla Was post moją codzienną, makijażową rutyną. Zazwyczaj maluję się delikatnie, bardzo naturalnie. Choć ilość kosmetyków może wprowadzić w błąd, zazwyczaj nie zajmuje mi to więcej niż 10 minut.


Standardowo zaczynam od podkładu. Jest to mój ulubiony Bourjois 123 Perfect w odcieniu 54. Na podkład nakładam korektor Boujois Healthy Mix w odcieniu 51. Do nakładania kosmetyków i blendowania używam gąbki do makijażu od Real Techniques. Dużo osób chwali sobie te gąbeczki jako tańszy i równie dobry odpowiednik beauty blendera. Ja osobiście nie mam porównania, gdyż ta, którą mam obecnie w zupełności mi wystarcza.

 Bourjois podkład 123 Perfect, numer 54, beż


Następny etap to bronzer, Co prawda Delice de poudre od Boujois używam od niedawna, ale bardzo go polubiłam. Póki co to jedyny bronzer, jaki znam bez pomarańczowych podtonów. Spełnia swoje zadanie na 5+, dodatkowo lekko rozświetając skórę. Nie da się nim zrobić krzywdy, ma dość słabą pigmentację, ale wierzcie mi na słowo- to ogromny atut.

Puder brązujący, bronzer, Delice de poudre, Peaux mates 52

Róż do policzków Bourjois 33 Lilas d'Or jest w mojej kosmetyczce już od 2 lat. Używam go codziennie, a praktycznie nic nie ubyło. Kolor jest piękny. Dziewczęcy róż, z dodatkiem nienachalnych drobinek. Idealnie rozświetla i optycznie odmładza cerę. Niestety, zapomniałam zrobić swatcha, ale zobaczycie efekt na końcu.

Właśnie zdałam sobie sprawę, że początek tego posta wygląda jak post sponsorowany, ale nic na to nie poradzę. Bourjois jest moją ulubioną drogeryjną marką.


Z rana nie mam czasu na porządny makijaż oka, ale staram się nałożyć chociaż mój ulubiony cień w kolorze skóry. Jest to Calm Before Storm, trzeci od lewej. Ładnie matuje powiekę i maskuje niestetyczne żyłki.

Sleek i-Divine, Storm, paletka do makijażu oczu


Czas na brwi! Do nadania kształtu i wypełnienia używam cieni do brwi Golden Rose. Mam odcień 104. Jest to piękny, chłodny brąz, idealny dla blondynek. Naprawdę bardzo polecam te cienie, pigmentacja jest świetna i są bardzo trwałe.
Na zdjeciu również kredka do brwi z Catrice, ale używam z niej tylko grzebyczka.


Górne rzęsy maluję niezawodnym i kultowym już tuszem Max Factor 2000 calorie. Uwielbiam go za wszystko i często do niego wracam.
Tuszu od Artdeco używam głównie na dolne rzęsy, czasem też do rozczesania górnych.
Oba bardzo lubię i nie wyobrażam sobie mojego dziennego makijażu bez nich.


Kończąc już makijaż, stwierdziłam, że moja twarz nie wygląda dziś promiennie. Na szybko wklepałam wyświetlacz w kremie z paletki korektorów Perfect Look Wibo.


Na zakończenie obrysowuję kształt ust i wypełniam konturówką. Oczywiście odcień jak najbardziej zbliżony do naturalnego koloru ust.
Na zdjęciu kredka do ust The Body Shop w odcieniu 10: Pink brown. 

No i czas na efekt końcowy!



Jak widzicie efekt jest bardzo naturalny i dziewczęcy. Cera jest ładnie rozświetlona, a makijaż prawie niewidoczny.

A Wy jaki makijaż lubicie na co dzień? Konecznie dajcie znać!
Buziaki!


28.05.2015

Sleek i-Divine paletka STORM +swatche

Chyba nie ma dziewczyny, która nie posiada lub nie chciałaby mieć paletki Sleeka w swojej kolekcji. Kuszą pięknym i eleganckim wyglądem, ślicznymi kolorami cieni, które nadają się zarówno do codziennych jak i wieczornych makijaży oraz oczywiście rewelacyjnymi opiniami w blogosferze i nie tylko.
Moim marzeniem zawsze była paletka Au Naturel ze względu na jasne, matowe cienie, które nadają się na co dzień.
Poszłam za ciosem i na promocji 3 w cenie 2 zaopatrzyłam się w trzy paletki: wspomnianą Au Naturel, Storm oraz Oh So Special. Ku mojemu zaskoczeniu ta pierwsza nie skradła mi serca. Najbardziej zaprzyjaźniłam się z bohaterką dzisiejszego wpisu.



Jak widzicie paletka składa się z 10 cieni perłowych i 2 matów. 3 cienia od lewej (rząd górny) używam jako bazy pod każdy makijaż lub jako podstawowego cienia do lekkiego makijażu. Przedostatniego z dolnego rzędu używam pod linię dolnych rzęs w celu powiększenia oka.
Matowe cienie w pozostałych paletkach nie są dla mnie. Zwyczajnie nie umiem się nimi malować. Makijaż zawsze wygląda na brudny. Poza tym perłowe cienie lepiej rozświetlają oko. To przy nich pozostanę na dłużej.

 Od lewej: 
Sand Storm, Snow Storm, Calm Before The Storm, Thunder Storm, Perfect Storm, Firestorm


Od lewej:
Dust Storm, Gathering Storm, Storm Cloud, Electric Storm, Eye Of The Storm, Blackout

Jak widzicie cienie nadają się zarówno do codziennego makijażu, jak i typowo wieczorowego. Być może za to je uwielbiam?


Pigmentacja jest świetna. Ciemne cienie są intensywne i nasycone, jaśniejsze są nieco delikatniejsze, dzięki czemu są  idealne na co dzień. Nakładają się bardzo dobrze, nie kruszą się i co najważniejsze, nie osypują. Trwałość jak najbardziej na plus. Nie używam bazy do cieni, a utrzymują się przez cały dzień. Oczywiście im więcej kolorów z paletki użyję w makijażu, tym bardziej długotrwały efekt.


Tak, zapewne się domyśliliście po tych superlatywach, że to moja ulubiona paletka. Dodatkowym atutem jest elegancki wygląd paletki oraz uroczy kartonik, którego nie sposób wyrzucić.

Warto wspomnieć, że cienie są mineralne, więc nadają się także dla alergików oraz osób noszących soczewki kontaktowe.


Chciałam wstawić zdjęcia w makijażu, ale niestety po długim, intensywnym po prostu zniknął. Użyłam standardowo Calm Before The Storm na całą powiekę w celu zmatowienia oraz Eye Of The Storm pod linię dolnych rzęs. Oczywiście już tego nie widać, dodatkowo się rozmazałam. 

Co sądzicie o paletkach Sleeka? Macie? Lubicie?

Wstawić recenzję i swatche pozostałych dwóch paletek? A może jakieś makijaże? Dajcie znać!

Buziaki :-)


17.05.2015

Seventeen FALSIFeye HD! + swatche

Do drogerii wybrałam się z zamiarem kupna osławionej w blogosferze i nie tylko maskary Benefit They're Real. Moją uwagę przykuła ponad połowę tańsza maskara od Seventeen Falsifeye HD! 
Jest to nowość, reklamowana zachęcającym obrazkiem przed i po, zupełnie jak tusz Benefitu. Zachęcona wybrałam tańszą opcję. 

Opakowanie Maskara znajdowała się zaklejonym w kartoniku, który niestety już wyrzuciłam. Dzięki temu miałam pewność, że nikt przede mną nie otwierał kosmetyku.

Szczoteczka Z reguły nie przepadam za silikonowymi szczoteczkami, ale trzeba im przyznać jedno- genialnie rozczesują. Jestem zadowolona. Pięknie rozdziela rzęsy.





Trwałość Jest świetna. Nie kruszy się, nie osypuje, utrzymuje się na rzęsach cały dzień.

Na zdjęciach mam dwie warstwy tuszu.




Moja opinia Jestem niesamowicie zadowolona z tej maskary. Moje rzęsy są maksymalnie wydłużone i rozdzielone, a przy tym nie tracą objętości. Wyglądają, jakbym przed tuszowaniem rzęs użyła zalotki. Rzęsy nie są sklejone, nie ma efektu pajęczych nóżek. Muszę jeszcze trochę z nią popracować, ale efekty są super. Obietnice producenta spełnione w 100%. Cenowo wyszła mnie ok. 40 zł, więc jest warta swojej ceny. Efekty są porównywalne z Benefitem, co można śmiało porównać, wpisując nazwy obu maskar w Google Grafikę.
Kupiłam ją tutaj klik i tutaj możecie poczytać o niej więcej. 

Co myślicie? Jak podoba Wam się efekt? Porównywalny z They're Real z Benefitu?


18.12.2014

Eyemazing eyeshadow by Manhattan

Do mojej kosmetyczki trafił ostatnio cień do powiek, który jest zapewne znany wszystkim w blogosferze. Z racji tego, iż nie używam na co dzień tego typu kosmetyków nie miałam okazji używać go wcześniej.


Producent zapewnia długotrwałe, intensywne kolory i jedwabistą konsystencję. Jak sprawdziły się u mnie?



Paletka ma ładne, naturalne kolory, które lekko rozświetlają oko. Dzięki temu idealnie nadaje się do codziennego makijażu. Nie ma efektu brokatu na powiekach. Kolorystycznie odcienie są naprawdę świetnie dobrane.

Aplikacja jest bardzo prosta. Ja do tego używam swojego pędzelka do makijażu, nie przepadam za aplikatorami dołączonymi do cieni. Bardzo dobrze się rozcierają. Pigmentacja jest średnia. Dla osób początkujących przygodę z cieniami do powiek (jak ja) to spory atut, po prostu nie da się zrobić sobie krzywdy.




Trwałość jest bardzo dobra. Utrzymuje się na powiekach cały dzień. Ja nie mam zwyczaju poprawiania makijażu w ciągu dnia, więc jestem zadowolona.

Wygląd paletki przypadł mi do gustu. Ciekawy, nowatorski design i świetnie dobrane kolory.





Dla mnie to idealne cienie do codziennego makijażu. Myślę, że będę używać ich często. Oczywiście jeśli czas mi na to pozwoli. Wiadomo, że przy małym dziecku nie zawsze mamy czas na makijaż. Ba! Nawet na napisanie posta. Aktualnie robię to z brzdącem na kolanach ;-)

Co myślicie o tej paletce?


15.12.2014

Trymer do twarzy Silvercrest

Trymer do twarzy to coś, co chciałam mieć już od dawna. Zawsze byłam ciekawa jak sprawdzi się przy depilacji brwi. I w końcu w angielskim Lidlu trafiłam na trymer Silvercrest za 2,99 £. Wrzuciłam do koszyka bez wahania, za tę cenę warto spróbować.


Przede wszystkim skróciłam brwi. Z natury mam bardzo długie włoski, więc efekt jest świetny. Kształt nadałam już jakiś czas temu, wycięłam więc jedynie odrastające włoski. Moim zdaniem efekt jest naprawdę niezły.
Na zdjęciu brwi poprawiłam kredką.




W opakowaniu znalazłam 2 nakładki oraz pędzelek. Załączoną baterię włożyłam do środka.



Jestem zadowolona z zakupu, mam nadzieję, że trymer będzie mi służył przez długi czas. A Wy co myślicie o tego typu urządzeniach?


Przepraszam za słabą jakość zdjęć, nie mam ze sobą aparatu.

19.05.2014

Black Out, Sally Hansen

Nigdy dotąd nie miałam czarnych paznokci. Być może uległam stereotypom i przez to nigdy nawet nie przeszło mi to przez myśl? Jednak postanowiłam spróbować i przekonałam się, że czarne paznokcie też mogą wyglądać elegancko w połączeniu z odpowiednim ubiorem.
I przyznam, że spodobał mi się ten kolor na pazurkach na tyle, że już drugi raz pod rząd użyłam tego lakieru.



Dzięki temu cudeńku przekonałam się także do lakierów Sally Hansen. Zaopatrzyłam się już w dwa nowe, tym razem kolorowe odcienie. 
A tak sprawdził się powyższy lakier:

+doskonałe krycie (1 warstwa),
+odpowiednia konsystencja,
+głęboka czerń,
+idealny pędzelek,
+szybkie schnięcie,
+całkiem przyzwoita trwałość (odpryska po 2-3 dniach).

Na powyższych zdjęciach widać drobne niedociągnięcia, gdyż pazurki malowałam na szybko, a zdjęcia wykonałam jeszcze przed ostatecznymi poprawkami. Myślę, że obrazują przede wszystkim intensywną czerń lakieru, a to chyba najważniejsze.

A Wy lubicie lakiery Sally Hansen? Macie jakieś ulubione kolorki godne polecenia?

15.05.2014

3 miesiące bez farbowania włosów, czyli zapuszczanie i odbudowa włosów

Po raz ostatni farbowałam włosy w lutym. Nie pamiętam już, jakiej farby użyłam, ale byłam bardzo niezadowolona z efektu, zwłaszcza, że w tym dniu miałam studniówkę. Włosy wyszły wściekle żółte, kurczakowe, mimo iż trzymałam farbę dłużej, niż zalecał producent. Nigdy wcześniej nie miałam z tym problemu i zwykłą, drogeryjną farbą uzyskiwałam efekt jasnego, chłodnego blondu.
Od tego czasu postanowiłam zrezygnować z farbowania włosów. Nie wiem czy jeszcze kiedykolwiek pofarbuję. Być może wrócę do naturalnego koloru, choć za nim nie przepadam.

A oto mój 3-miesięczny odrost:



Przyrost: 3 cm, co daje 1cm/miesiąc
Moje włosy niestety rosną bardzo wolno.

Jeśli chodzi o porost, przekonałam się, że mniej znaczy więcej. Parę miesięcy temu próbowałam m.in. drożdży i pokrzywy, jednak efekty mnie nie zadowoliły. Nie zauważyłam wzmocnienia "nowych" włosów ani baby hair. Od kilku dni wcieram popularny już Jantar.

Moja codzienna rutyna:
  • codzienne mycie włosów, najczęściej metodą OMO. 
  • suszenie jonizującą suszarką z chłodnym nawiewem,
  • jedwab/olejek na końcówki w celu ochrony,
  • rozczesywanie na mokro grzebieniem z gęsto rozstawionymi ząbkami, na sucho grzebieniem z drewnianymi ząbkami.
  • masaż skóry głowy, ok. 5 minut, czasem dodaję kilka kropel odżywki Jantar.


Pielęgnacja:


  •  szampon: Pantene Aqua Light,
  •  odżywka: Pantene Odnowa Nawilżenia, Garnier Awokado i Karite
  •  maska: Kallos Keratin, Argande, ProSalon z mlekiem i miodem
  •  serum Bioelixire Argan Oil, Garnier Goodbye Damage

Raz w miesiącu będę aktualizować moje zmagania.

Zapuszczacie włosy? Macie jakieś sprawdzone sposoby? :)

Bioelixire, Argan Oil, Serum do włosów z olejkiem arganowym

Po długim czasie, jestem z powrotem. Wracam z recenzją popularnego w ostatnim czasie olejku arganowego do włosów od Bioelixire.
Niestety, nie mam porównania, gdyż jest to mój pierwszy olejek-serum do włosów. Wcześniej używałam tylko oleji do olejowania włosów.


Od producenta

Nawilżające, regeneracyjne serum do włosów z olejem arganowym, jojoba i słonecznikowym. Działa przeciwstarzeniowo, powstrzymuje wolne rodniki, 
nawilża i napina skórę. Zapobiega rozdwajaniu się włosów i nadaje im miękkość. Olejek arganowy jest produktem regeneracyjnym, nawilżającym, chroniącym włosy przed czynnikami zewnętrznymi. Nadaje połysk, likwiduje matowość. 

Skład: Cyclopentasiloxane, Dimethicone, Dimethiconol, Caprylic/Capric Triglyceride, Parfum, Linalool, Limonene, Argania Spinosa Oil, Benzophenone-3 , Simmondsia Chinensis Oil, CI 26100, CI 47000, Butylene Glycol, Helianthus Annuus Seed Extract, CI 61565.

Jak widzimy, olejek arganowy jest dopiero na 8 miejscu w składzie. No, ale czego się spodziewać za tę cenę? Wiadomo, że czysty olej jest bardzo drogi, więc za 4,99 zł nie oczekiwałam wiele. Co do silikonów... Osobiście nie wyobrażam sobie pielęgnacji włosów bez nich. Mogę używać bezsilikonowych szamponów i odżywek, ale w serum MUSZĄ być. Bo nic tak nie zabezpiecza włosów przed urazami mechanicznymi jak właśnie silikony.


Opakowanie, konsystencja, aplikacja

Wiele osób narzeka na sposób aplikacji. Jak dla mnie jest to zwykła buteleczka, taka sama jak i w innych jedwabiach czy serum. Fakt, otwór jest trochę większy, ale nigdy nie zdarzyło mi się wylać na dłoń nadmiaru produktu. 
Konsystencja jest typowa dla olejków. Dobrze rozprowadza się na włosach. Do zaaplikowania na włosy wystarczą dosłownie dwie kropelki (przy włosach średniej długości). Dzięki temu 20 ml serum jest naprawdę wydajne. Ja stosuję tylko na długość "od ucha".

Zapach i działanie 

Zapach jest... cudowny. Nie umiem go opisać, po prostu trzeba wypróbować samemu. Nie utrzymuje się długo na włosach, ale dla mnie to nie problem.
Włosy po zastosowaniu wyglądają na zdrowsze, niż są w rzeczywistości. Są wygładzone, miękkie i przyjemne w dotyku. Nie ma sztucznego efektu czy posklejanych w strąki kosmyków, jak to się często zdarza przy jedwabiach. Dziewczyny ze zniszczonymi końcówkami będą wiedziały, o czym mówię. 
Serum nawilża włosy. Zauważyłam zmniejszoną ilość rozdwojonych końcówek, które od kilku miesięcy są moją prawdziwą plagą. Zredukowana została także łamliwość i wrażliwość końcówek na czynniki zewnętrzne, czyli są naprawdę dobrze chronione.


Myślę, że zdjęcia idealnie obrazują działanie. Szczególnie, jeśli chodzi o wygładzenie, zmniejszenie puszenia się włosów i zredukowanie elektryzowania. Zaznaczam, iż mam bardzo suche włosy i zniszczone końcówki.

Podsumowanie

Przyznam, że nie oczekiwałam wiele, ale miło się zaskoczyłam i na pewno wrócę jeszcze kiedyś do tego olejku. W skrócie:

+piękny zapach,
+nawilżenie i ochrona włosów,
+wydajność,
+dodaje połysku i miękkości,
+chroni końcówki,
+nie tłuści i nie skleja włosów,
+gładkie, nieobciążone kosmyki,
+włosy nie elektryzują się i nie puszą,
+niska cena,
+bardzo dobry skład.

Czyli działanie oceniam na rewelacyjne. Z pewnością lepsze niż w przypadku jedwabiu Biosilk, który zawiera w sobie alkohol. Jeśli chodzi o dostępność, to widziałam już ten olejek w Hebe, Rossmannie oraz Biedronce. Za tę cenę warto spróbować.

Lubicie to serum? Czy nie miałyście z nim  jeszcze styczności? ;)

18.03.2014

Nowości do paznokci od Cztery Pory Roku

Jeśli chodzi o markę Cztery Pory Roku do tej pory miałam styczność jedynie z kremami do rąk, które swoją drogą są naprawdę świetne. Mam przyjemność wypróbowania nowości do paznokci, które chciałabym Wam zaprezentować.


Zapraszam na krótkie przedstawienie zawartości pudełeczka.


Miałam już styczność z żelowym zmywaczem do paznokci od Donegal (=>TUTAJ), z którego byłam bardzo zadowolona. Myślę, że w tym przypadku będzie podobnie, gdyż taka konsystencja gwarantuje większą wydajność.
Drugi zmywacz usuwa lakier hybrydowy, żelowy i akrylowy. Nie wiem nawet czy posiadam takowy lakier do paznokci, ale z pewnością przetestuję na różnokolorowych, zwyczajnych lakierach do paznokci.
Bardzo spodobały mi się małe i praktyczne opakowania po 60 ml. No i ten piękny zapach trawy cytrynowej...


Szczerze przyznam, że mimo, iż lubię kremy Cztery Pory Roku to nigdy nie miałam styczności z tymi wersjami zapachowymi. Póki co użyłam wiśni japońskiej i bardzo podoba mi się ta woń.
Po kremach oczekuję wiele i wiem, że się nie zawiodę.
Pojemność kremików to 50 ml i super, bo zmieszczą mi się do każdej kosmetyczki czy torebki.


Nie mam wielkiego problemu ze skórkami wokół paznokci, ale mój TŻ ma i z pewnością ucieszy się z szansy zostania moim testerem.
Natomiast odżywka spadła mi z nieba. Moje paznokcie potrzebują gruntownej regeneracji i mam nadzieję, że ta ten kosmetyk choć trochę mi pomoże. Zawiera w sobie wiele cennych olejków.
Bardzo podoba mi się to, że oba produkty są w formie pisaka, co jest niezwykle wygodne.


I na koniec miły upominek od firmy Glitter.


Skróciłam i spiłowałam paznokcie i zabieram się za intensywne testowanie produktów. 
Próbowałyście jakiś kosmetyków od Cztery Pory Roku?
Których nowości jesteście najbardziej ciekawe?

Już niedługo opinie!

09.02.2014

-40% na marki makijażowe w Hebe, kalendarz promocji


Co jakiś czas, na zmianę, to w Rossmannie to w Hebe gości promocja -40% na kolorówkę. Przy ostatniej okazji nic sobie nie kupiłam, więc postanowiłam, że w nadchodzącym tygodniu przejdę się na skromne zakupy.

Kalendarz promocji
10.02 Bourjois
11.02 Misslyn, Revlon
12.02 Rimmel, Astor
13.02 Gosh, Bell
14.02 L'Oreal
15.02 Maybelline
16.02 Max Factor

Więcej info znajdziesz => tutaj

Ja wybieram się na pewno w czwartek. Mam zamiar wypróbować wychwalany przez wizażanki CC Cream od Bell. No i z przyjemnością wrzucę coś do koszyka w dniu promocji na Maybelline. 

Ewentualne zakupy w innych dniach będą spontaniczne, ale nie planuję wielkich zakupów, gdyż mam w domu sporo zapasów do zużycia. O, no i muszę pokusić się o puder do twarzy.

Zaplanowałyście już dni, w których odwiedzicie Hebe? :)

29.01.2014

O organizacji kosmetyków: moje tusze do rzęs +swatche szczoteczek



Robiłam gruntowne porządki, kupiłam mnóstwo różnorodnych koszyczków i organizatorów do kosmetyków i nie tylko.
Jeden z nich należy się tylko tuszom do rzęs, więc korzystając z okazji postanowiłam przybliżyć Wam temat maskar, których używam zamiennie na co dzień.


Maybelline Colossal Volum' Express
* 100% black
* Color shock: electric teal

Standardowa czerń to moja ulubiona maskara, której używam najczęściej. Odpowiada moim potrzebom w 100%. Duża szczoteczka może odstraszać, ale sprawdza się rewelacyjnie. Doskonale rozczesuje rzęsy, łatwo się nią operuje, wydłuża, genialnie pogrubia i nadaje rzęsom maksymalnej objętości. Rzęsy nie są sklejone, nie tworzy nieestetycznych grudek. Nie kruszy się, nie osypuje. Dla mnie ideał! Przyznaję w skali szkolnej ocenę 6.
Niebieskiej nie używam, tylko raz pomalowałam nią rzęsy. Efekt nie spodobał się mojemu chłopakowi i od tego czasu po prostu jakoś jej nie tknęłam. Dla chętnych mogę zrobić swatche.


Miss Sporty Pump Up Booster

Tej maskary używam tylko, gdy chcę nadać rzęsom maksymalnej objętości i pogrubienia. Nie wydłuża. Sprawdza się jedynie jako druga warstwa, gdyż mocno skleja i tworzy grudki, gdy stosuje się ją pojedynczo. Trwałość pozostawia wiele do życzenia. Jeżeli umie się nią posługować można uzyskać efekt "wow", jednak to nie dla mnie. Oceniam ją na 3. Trzymam ją chyba tylko dlatego, że szkoda mi wyrzucić kosmetyk, który użyłam ledwo kilka razy

Max Factor, Wild Mega Volume

Tusz jest jednym z nowszych nabytków w mojej kolekcji. Jak na MF oczekiwałam czegoś naprawdę dobrego, ale zawiodłam się. Faktycznie pogrubia, nadaje delikatnie większą objętość. Nie zauważyłam wydłużenia. Jedyną zaletą jest to, że nie kruszy się i nie osypuje. Nie skleja i nie tworzy grudek. Moim zdaniem maskara jest po prostu mocno przeciętna. Daję 2, bo przy takiej cenie na więcej niestety nie zasługuje.


Bourjois Volume Glamour Ultra Curl

Dobry tusz na co dzień. Naprawdę ładnie podkręca i wydłuża rzęsy. Rzęsy są rozdzielone, nieposklejane. Nie pogrubia, ale nie wymagam tego od niej, gdyż to nie jej zadanie. Już sama szczoteczka sugeruje, iż jest to maskara typowo podkręcająca. Trwałość jest bardzo dobra, nie kruszy się i nie osypuje. Lubię, ale mimo to oceniam na 3+.

Lovely Curling Pump Up Mascara

Maskara jest osławiona w blogosferze. I słusznie! Jeśli jej nie znasz, koniecznie musisz wypróbować. Koszt to niecałe 10 zł, co tym bardziej zachęca do wypróbowania. Przede wszystkim pięknie podkręca i unosi rzęsy. Szczoteczka umożliwia pokrycie każdej rzęsy, a szczególnie dobrze sprawdza się przy malowaniu dolnych. Idealnie wydłuża, nadaje lekką objętość i mam wrażenie, że pogrubia. Trwałość jest naprawdę ok. Jeśli nie przesadzimy nie powinna skleić ani spowodować grudek. Jest to moja ukochana maskara, zaraz po Maybelline, więc oceniam na 5.


Maybelline Volum' Express Turbo Boost

Lubię Maybelline jeśli chodzi o maskary i w tym przypadku pozytywnie się zaskoczyłam. Tusz typowo pogrubiający i tu sprawdza się nawet OK. Lekkon wydłuża. Efekt jest subtelny, codzienny. Nie skleja, nie tworzy grudek. Trwałość jest w porządku, nie kruszy się i nie opisuje. Mimo, iż w tej mojej opinii wygląda raczej przeciętnie to naprawdę go lubię i szczerze przyznaję 4.

Dior Diorshow Extase

Maskara kupiona w limitowanej paletce kosmetycznej, nie wiem nawet czy występuje regularnie w sprzedaży. Nawet jeśli- i tak bym jej nie kupiła. Jak na tak renomowaną markę tusz okazał się po prostu kiepski. Aplikacja jest w porządku, szczoteczka też niczego sobie. Rzęsy są jakieś takie oblepione tuszem. Nie podoba mi się to. Efekt wydłużenia i pogrubienia jest przeciętny, delikatny. Jedynie trwałość jest w miarę. Daję 2+.


Eveline Magnetic Look

Mój najnowszy nabytek. Lubię maskary Eveline. Ta również zdobyła moje serce. Jest idealna na co dzień. Ładnie wydłuża i pogrubia. Najlepiej spisuje się przy jednej warstwie. Przy dwóch efekt jest praktycznie taki sam, z tym, że rzęski są lekko oblepione. Objętość faktycznie jest super jak na silikonową szczoteczkę. Ponadto okala każdą rzęsę. Jedynym minusem jest trwałość, tusz kruszy się i osypuje. Gdyby nie to, byłby moim numerem 1. Oceniam na 4+.

Macie jakieś ulubione maskary? Możecie mi jakąś polecić? :-)

Labels

Powered by Blogger. Blogger Template by Intikali.org. Supported by Iskael and BlogSpot Design.